Jedna kreska, druga kreska, trzecia wciągnięta kreska.
Mogę latać.
Skaczę po całym pokoju śmiejąc się gorzko i biorę co jakiś czas łyk gorzkiego alkoholu.
Spostrzegam w kącie postać. Chłopak z opadającą grzywką na oczy uśmiecha się radośnie.
Patrzą na niego marszcząc brwi aż w końcu odzywam się
-Kim do cholery jesteś i co ty robisz w moim pokoju?-pytam lekko zdenerwowana
-Jestem Louis Tomlinson, drugi Piotruś Pan-wbija się w powietrze i leci przez pół pokoju.Okej to tylko halucynacje. To tylko ci się wydaję.-A jestem tu by cię zabrać z tej drugiej Nibylandii No wiesz twój pokój jest wielki jak dziecięce marzenia ale jest w niektórych miejscach zniszczony i obdarty jak dorosłość.
Patrzę na niego jak na idiotę ale on chyba nic sobie z tego nie robi i dryfuje w powietrzu po moim pokoju.Co on właśnie powiedział? Kim on jest? Co, jak on w ogóle lata?!
-Niby jak chcesz to zrobić?-pytam ciekawa marszcząc brwi i patrząc na niego wyczekująco.
On tylko śmieję się i łapie mnie za rękę sprawiając, że unoszę się razem z nim.
-Ty sama polecisz.-mówi tajemniczo i prowadzi mnie do okna. Patrzę na niego zszokowana.Czy on chce bym popełniła samobójstwo. Znowu się ze mnie śmieje.
-Kotku spokojnie nic ci nie będzie. Zabiorę cię tylko do Nibylandii.
-Nie wcale nie, ty chcesz bym się zabiła-odpieram
-Sama byś to dziś zrobiła i to bez mojej pomocy-mówi-użyła być tego dziwnego proszku i tej śmierdzącej cieczy.
Myślę chwile.
-Bez twojej pomocy?Jak chcesz mi pomóc?-pytam marszcząc brwi.
-Zabieram cię do Nibylandii. Nie pójdziesz do piekła jak każdy samobójca.
Ma rację. Ale co jeśli to się nie uda? Nie Mia.Nie myśl o tym.
-Co mam zrobić?-pytam zagryzając wargę do krwi
-Uwierzyć. Uwierzyć w to, że potrafisz latać.-powiedział wylatując przez okno. Złapałam się framugi okna i wzięłam głęboki wdech.Wysunęłam jedną stopę.
-Wierzę-szepnęłam i runęłam w dół. Ale nie do końca. Moje ciało spadło lecz moja dusza poleciała. Patrze na swoje martwe ciało a następnie na Louisa. Uśmiecham się do niego i lecę łapiąc go za rękę.
-Prowadź do Nibylandii mój Piotrusiu- chichoczę a on odpowiada tym samym.
Wiele z was pomyśli teraz, że Tomlinson był psychopatą. Ale to nie tak. On był aniołkiem. Aniołkiem pomagającym nieszczęśliwym, załamanym ludziom. Prowadził je Nibyladnii , gdzie nigdy nie dorośliśmy i byliśmy na zawsze razem, trzy metry nad niebem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz